Sanktuarium

Darowanie "kary doczesnej"

Odpust jest darowaniem kary doczesnej za grzechy zgładzone już co do winy. Słowem kluczowym dla poszukiwanego głębszego zrozumienia nauki o odpustach wydaje się słowo „kara doczesna”.

Aby dobrze zrozumieć poruszane tutaj zagadnienie, trzeba rozważyć je w kontekście katolickiej nauki o grzechu. Popełniając grzech, człowiek odłącza się od Boga, zrywa przyjaźń z Nim, zwraca się ku sobie, zamyka się w sobie. W zależności od tego, czy to odwrócenie się od Boga jest całkowite czy częściowe mówimy o grzechu ciężkim lub powszednim, a samo odwrócenie się jest równoznaczne z zaciągnięciem winy. Konsekwencją winy jest kara. Popełniając grzech ciężki, człowiek pozbawia się dostępu do życia wiecznego. Nazywamy to karą wieczną. Ponadto, zarówno grzech ciężki jak i powszedni ściąga na człowieka tzw. karę doczesną.. Wina grzechu oraz kara wieczna zostają wybaczone i darowane w akcie Bożego miłosierdzia, które Bóg okazuje skruszonemu grzesznikowi, pragnącemu się nawrócić. Zwykle dzieje się to w sakramencie pokuty. Pozostaje jednak kara doczesna. Jest to skutek każdego grzechu. Polega ona na zburzeniu w człowieku wewnętrznego ładu i przejawia się jako większa skłonność do grzechu, nieuporządkowane przywiązanie do stworzeń, nieład, rozbicie, niepokój, a także cierpienie czy różnorakie dolegliwości. Można by ją porównać do rany: wielorakiej rany zadanej człowiekowi przez grzech. Nazywa się tę karę „doczesną” z tej racji, że ma wymiar skończony, ograniczony.

Warto w tym miejscu, na marginesie zasadniczego rozważania, zauważyć, że kara nie jest w żadnym wypadku jakąś zemstą Boga. Kara jest konsekwencją grzechu, jest jak gdyby wpisana w naturę grzechu, w to, czym grzech jest sam w sobie. Decydując się na grzech jednocześnie zgadzam się na karę, która jest w niego wpisana.

Skoro kara doczesna jest raną, którą człowiek zadaje sam sobie poprzez grzech, to darowanie kary doczesnej należy rozpatrywać w kategoriach uleczenia i uzdrowienia człowieka. Ranę należy oczyścić. To oczyszczenie dokonuje się na ziemi, albo po śmierci, w stanie zwanym czyśćcem. Realizuje się ono poprzez zadośćuczynienie.

 

Jak uwolnić się od "kary doczesnej"?

Podstawowe sposoby uwolnienia od kary doczesnej, o których nauczał już Sobór Trydencki to dzieła pokutne zadawane przez spowiednika w sakramencie pokuty, dobrowolne przyjęcie i cierpliwe znoszenie trudów życia, spokojne przyjęcie śmierci, szeroko pojęta praca nad sobą wyrażająca się w różnych praktykach pokutnych, spełnianie dzieł miłosierdzia, praktyki postne, wyrzeczenia, modlitwa. Spełniając to wszystko, człowiek zadośćczyni za swoje grzechy, oczyszczając się w ten sposób i uwalniając od kary doczesnej. Nawiasem mówiąc, warto zwrócić uwagę na wartość jaką w tym kontekście przypisuje się cierpliwemu znoszeniu różnych niedogodności życiowych. Czasami chyba w niedostateczny sposób doceniamy tę wartość, niecierpliwiąc się raczej i złoszcząc na to wszystko, co nas otacza.

I w ten właśnie proces uwalniania człowieka od kary doczesnej wpisuje się odpust. Jest więc on, w pewien sposób nadzwyczajnym, ale przecież jednym z wielu sposobów uzyskania darowania kar doczesnych, należnych za grzechy odpuszczone już do winy. Można go uzyskać dla siebie lub ofiarować za zmarłego. W sytuacji bowiem, kiedy w ramach życia doczesnego nie nastąpi całkowite darowanie wszystkich kar doczesnych, Kościół wskazuje na możliwość dopełnienia pokuty po śmierci. Praktyka zyskiwania odpustu za zmarłych wskazuje na możliwość realnej pomocy w procesie darowania kary.

Dla pełności przedstawianej tutaj nauki dodajmy jeszcze, iż KKK przypominając Sobór Trydencki, poucza, iż czasami „nawrócenie, które pochodzi z żarliwej miłości, może doprowadzić do całkowitego oczyszczenia grzesznika, tak że nie pozostaje już żadna kara do odpokutowania” (nr 1472). 
 
Warunki zyskania Odpustu Zupełnego

W jaki sposób można uzyskać odpust? Przytoczone na początku określenie Pawła VI podaje ogólne ramy: 

„dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi określonymi warunkami...”

Zwróćmy najpierw uwagę na owo„odpowiednie usposobienie”, o którym pisze papież. Warunkuje ono możliwość uzyskania odpustu. To znaczy, jeśli człowiek nie jest właściwie usposobiony, odpustu nie zyskuje, choćby wypełnił przepisane praktyki religijne. Rozumiemy przez to, że odpust nie jest jakąś praktyką mechaniczną lub magiczną: spełniam przepisane czynności i automatycznie otrzymuje coś za to. Jak wszystkie inne elementy składające się na bogactwo ekonomii działania Kościoła tak i odpust jest sprawą ducha i domaga się jego właściwej dyspozycji.

W Rozporządzeniu Penitencjarii Apostolskiej dołączonym do bulli Incarnationis Mysterium można znaleźć bardzo interesujące słowa o tym, że z daru odpustu dla siebie i dla innych pozwala korzystać „przemieniające spotkanie” z Bogiem za pośrednictwem Chrystusa obecnego w Kościele zwłaszcza w sakramentach.„Przemieniające spotkanie”! Dokument wskazuje najpierw, że to spotkanie dokonuje się w sakramencie pokuty i Eucharystii. Przede wszystkim więc, z daru odpustu można korzystać dopiero po należytym odprawieniu spowiedzi sakramentalnej. Można przy tym zyskiwać odpust codziennie nawet przez dłuższy czas, nie przystępując ponownie do spowiedzi. Warto jednak, by wierni często przyjmowali łaskę sakramentu pokuty. Konieczne dla uzyskania odpustu jest także przyjęcie Komunii św. Jest bardzo wskazane, aby nastąpiło ono tego samego dnia, w którym spełnione pozostaną pozostałe warunki, o których będzie mowa za chwilę.

Tak więc spotkanie z Bogiem w sakramentach pokuty i Eucharystii - oto pierwszy niezbędny warunek odpustu. Omawiane Rozporządzenie określa jednak, że ma to być spotkanie „przemieniające”. Jesteśmy chyba w samym centrum właściwego rozumienia całego problemu. Wspólnota z Chrystusem w sakramentach ma być tak przeżyta, by prowadziła do wewnętrznej przemiany człowieka. Wielorakie doświadczenie poucza nas o tym, że - niestety - często tak nie jest. Sakramenty święte bywają potraktowane bardzo formalnie, z przyzwyczajenia, rutynowo, bez wewnętrznego zaangażowania. Są spotkaniem z Bogiem, ale spotkaniem bardzo mało owocnym dla naszego życia. A przecież mają nas przemieniać! Przecież ze spotkania z Ojcem miłosierdzia powinniśmy odchodzić inni, prawdziwie „nowi” w swoim sercu. Taką przemianę osiąga się poprzez nawrócenie i odnowę życia. Od strony negatywnej, oznacza to odwrócenie się od grzechu, czyli odwrócenie się od wszystkich nieuporządkowanych relacji ze światem, z drugim człowiekiem i z samym sobą. Człowiek prawdziwie nie chce tego nieuporządkowania, myśli o nim z niechęcią, szczerze pragnie zerwać nawet najmniejsze przywiązanie do jakiejkolwiek jego formy. Boleje nad każdą chwilą przeżytą w tym zniewoleniu. Trudno podać jakiś ogólnie ważny opis tego stanu serca. Właściwie funkcjonujące sumienie podpowiada nam jednak nieomylnie, czy w tym pragnieniu nawrócenia jesteśmy prawdziwi, czy też próbujemy samych siebie oszukiwać. Od strony pozytywnej zaś, nawrócenie oznacza zdecydowane nastawienie umysłu i woli człowieka na wykonanie i umiłowanie woli Bożej oraz pragnienie kochania miłością nie ograniczoną przez żadną formę egoizmu. Pragnienie poświęcenia się w miłości dla drugiego człowieka. Nawrócenie serca, które prowadzi do przemiany życia! Prawdziwe nawrócenie nie ogranicza się jednak jedynie do wewnętrznego procesu. Ono wyraża się na zewnątrz w odnowie ludzkiego życia, w nowej jakości stosunków z innymi ludźmi, w podejmowanych uczynkach miłosierdzia, praktycznych czynach miłości względem potrzebujących, w duchu pokuty i wyrzeczenia. Niejako „drzewo nawrócenia” zakorzenione w głębiach ludzkiego serca rodzi owoce widoczne w życiu. Spotkanie z Bogiem w sakramentach powinno do nich prowadzić.

Tak więc, chciało by się powiedzieć: nie wystarczy się „po prostu” wyspowiadać i przyjąć Komunię św. Z Bogiem trzeba tak się spotkać, by się zmieniło moje życie, by to spotkanie naprawdę mnie nawróciło i by to nawrócenie wydało konkretne owoce w życiu. Wtedy dopiero mogę mieć nadzieję, że spełniam podstawowy warunek uzyskania odpustu i mogę mieć nadzieję na jego uzyskanie.